Lisbon Story - Dakar 2008
Zanim ucichły wystrzały korków szampana, do Lizbony ze wszystkich stron zaczęły zjeżdżać najlepsze terenówki świata. 5 stycznia wyrusza stąd jubileuszowy, trzydziesty rajd Dakar.
text i foto: Arek Kwiecień / Sigma Pro

 - Nie tak szybko, powoli! - portugalski sędzia uspokaja flegmatycznym gestem rozgorączkowanego Francuza, w którego oczach zdaje się już żarzyć gorąca afrykańska pustynia. Zanim jednak pod kołami jego samochodu zachrzęści piasek marokańskich wydm, pojazd musi zostać skrupulatnie przebadany w Parku Technicznym, który w tym roku został zlokalizowany w kompleksie Centrum Kulturalnego Belém.

Sędziowie poruszają się powoli, metodycznie sprawdzając zakamarki rajdówek - czasem zastygają na długie chwile i w skupieniu penetrują wzrokiem kłębowisko kabli upchane między cylindrami silnika. Gdy coś wzbudza ich niepokój, wołają kolegów i razem debatują nad technicznym wynalazkiem, żywo omawiając problem w niezrozumiałym dla większości zawodników języku. Na koniec uśmiechają się szeroko, klepią ich po plecach i starają się na migi bądź łamaną angielszczyzną wyjaśnić, co należy w ich aucie zmienić, by zyskał oficjalną aprobatę. Najczęściej chodzi o szczegół, który da się naprawić na miejscu; gdy rzecz jest poważniejsza, zawodnicy odjeżdżają w spokojne miejsce, aby wprowadzić modyfikacje, a następnie ponownie zajmują miejsce w kolejce do technicznego konfesjonału. Drugie podejście kończy się już zwykle miłosiernym rozgrzeszeniem...

Kolejka jest długa. Badania techniczne trwają aż trzy dni - nic w tym dziwnego, bo w rajdzie startuje ponad pół tysiąca pojazdów, które muszą spełniać restrykcyjne normy FIA oraz organizatorów. Z dnia na dzień w Belém - portowej dzielnicy Lizbony - robi się coraz tłoczniej. Nadciągają reporterzy i kibice z całego świata. W wielonarodowym tłumie pojawiają się znane z telewizji twarze Carlosa Sainza czy Luca Alphanda, których natychmiast otacza wianuszek łowców autografów i błyskających wściekle fleszami fotoreporterów.

W centrum prasowym - ogromnej sali z kilkudziesięcioma stanowiskami na komputery - szybko zaczyna brakować wolnych krzeseł. To najlepsze miejsce, aby przeglądnąć zdjęcia i wysłać relacje do gazet, ale i uszczknąć nieco praktyczniej wiedzy od rajdowych wyjadaczy. Komputer należy zapakować w przezroczystą folię śniadaniową, aby do jego wnętrza nie dostał się piasek. Do Afryki trzeba koniecznie zabrać wilgotne chusteczki, niosące ulgę w czasie wielogodzinnego czatowania na rozprażonych wydmach. Ktoś bezceremonialnie wspomina o pampersach na wypadek problemów... gastrycznych. Nie, chyba lepiej tego nie słuchać...

Tłum kłębi się również wokół stoisk z rajdowymi pamiątkami. Ceny przywracają o zawrót głowy, ale interes kręci się na całego. Któżby nie chciał wrócić do domu w szpanerskiej kurtce z ogromnym logo "Dakaru" na plecach (nawet gdyby miała na następne lata wylądować w szafie) lub choćby gustownej arafatce owiniętej wokół szyi? Chudnący portfel dla większości klientów jest sygnałem, że stąd również trzeba czym prędzej brać nogi za pas!

Ukojenie można znaleźć na wystawie poświeconej trzydziestoletniej historii rajdu. Zwiedzających w zdumienie wprawia widok Peugeota 405 i Citroena ZX, które przez wiele lat dominowały w zawodach za sprawą Ari Vatanena czy Pierre'a Lartigue'a. Zgadza się - niegdyś w rajdzie startowały nawet osobowe Porsche oraz Rolls-Royce'y... Dziś, w starciu z ultranowoczesnymi Mitsubishi i Volkswagenami, na znacznie trudniejszej niż niegdyś trasie nie miałyby żadnych szans.


Do rozpoczęcia rajdu pozostają już tylko godziny. Głośno się robi o zastrzeleniu francuskich turystów w Mauretanii; Paryż wydaje oświadczenie, w którym odradza swoim obywatelom odwiedziny tego kraju. Czy coś to zmieni w przebiegu rajdu? Być może, choć trzeba pamiętać, że "Dakarowi" od lat patronuje hasło "Show must go on"...

PS.
Słowa te pisałem (wsłuchując się w szum morskich fal i chrapanie śpiącego obok w pokoju  „Domatora”:) w nocy z 4 na 5 stycznia w kuchni niewielkiego mieszkanka wynajętego przez polskich zawodników. Wtedy jeszcze wszyscy mieliśmy nadzieję, że pogłoski o mauretańskich terrorystach są sprytnym zabiegiem marketingowym organizatorów, chcących zwrócić na siebie oczy całego świata. Wydarzenia, jakie miały miejsce dnia następnego, zaskoczyły wszystkich. Dakar został odwołany, choć „zwycięstwo” terrorystów jakoś szybko zatarło się w pamięci i nie odniosło spodziewanego przez nich efektu.

Dakar przetrwał. Na razie będzie organizowany w Ameryce Południowej, ale wszyscy i tak mają nadzieję, że – prędzej czy później – wróci do Afryki. A w tym tygodniu mamy coś na otarcie łez. W Budapeszcie startuje Central Europe Rally.
AK

Text ten powstał na zamówienie „Gazety Wyborczej” dla specjalnego dodatku dakarowego, który miał się ukazać w chwili rozpoczęcia rajdu. Niestety ani „Dakar” 2008, ani dodatek nie wypaliły... W przeddzień startu Central Europe Rally, który ma zastąpić odwołaną imprezę, chciałbym – odgrzebując ten artykuł – przypomnieć atmosferę prawdziwego Dakaru, który – mam nadzieję – kiedyś powróci.


Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com
 

Dodaj komentarz




Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej, czym są cookies i jak je usunąć, zobacz naszą POLITYKĘ PRYWATNOŚCI.

Akceptuję cookies na tej stronie

Polityka cookies