Komentarze po etapie IV
Carlos Sainz (miejsce na etapie: 1, klas. gen.: 1)
Wystartowaliśmy dziś szybko i dobrze. Wkrótce dogoniliśmy Nassera Al-Attiyaha. Kiedy nas zauważył, próbował kontratakować i dalej ścigaliśmy się z dużą prędkością, aż w końcu udało mi się go wyprzedzić na sekcji off-roadowej. Wkrótce jednak zacząłem tracić powietrze w kole. Musiałem zatrzymać się i je dopompować, ponieważ opona nie była całkiem zniszczona, a jedynie miała małą dziurkę, przez którą uciekało powietrze. Odtąd jednak ciśnienie w oponie ciągle spadało aż do końca oesu. Do mety dojechałem z 0,5 kg ciśnienia i wygrałem z przewagą zaledwie kilku sekund. Szkoda, bo mogło być znacznie lepiej.

Nasser Al Attiyah (miejsce na etapie: 2, klas. gen.: 2)
Carlos Sainz wyprzedził mnie tuż przed setnym kilometrem. Odtąd jechałem mu na ogonie i ścigaliśmy się razem aż do mety. Nie martwię się, że nie wygrałem. To nawet dobrze dla mnie, bo jutro to on będzie przecierał trasę, a czekają już na nas pustynne wydmy. Trochę nadwerężyłem mój samochód, ponieważ po drodze było mnóstwo drzew i motocyklistów, których musieliśmy wyprzedzać i w końcu uderzyłem autem w jedno z takich dziwnych drzew, ale na szczęście nie stało się nic poważnego.  Rajd świetnie się rozwija; jesteśmy dokładne tam, gdzie chcemy być!

Luc Alphand (miejsce na etapie: 3, klas. gen.: 8)
Martwiłem się od rana, bo wczoraj straciliśmy sporo czasu i wiedziałem, że muszę zrobić jak najprędzej wszystko, by tę stratę odrobić. Wiał sprzyjający wiatr, który likwidował problem kurzu na trasie. Bardzo dziękuję wszystkim kierowcom, którzy zjeżdżali mi z drogi, gdy ich wyprzedzałem. Całą noc myślałem o swojej sytuacji w klasyfikacji. We wcześniejszych rajdach Dakar strata 30 min. na tak wczesnym etapie w zasadzie nic nie znaczyła, ale zastanawiałem się, czy tu nie będzie zupełnie inaczej. Może już do końca czołowa 10 będzie tak blisko siebie. Jutro przed nami jest nieco wydm, więc już się cieszę na tę jazdę. Zobaczymy jak będzie.

Joan „Nani” Roma (miejsce na etapie: 5, klas. gen.: 5)
Nie było łatwo jechać w kurzu pośród motocykli. Ale tu nie jest tak, jak w Afryce. Tu jeszcze nie było prawdziwie wąskiego szlaku, a jedynie płaskie, szerokie trasy. To trochę jak rajd WRC. Jechało się jednak całkiem dobrze, co prawda przebiliśmy oponę jakieś 20 km przed metą i straciliśmy ok. trzech minut. Ale wciąż jestem w kontakcie z czołówką, a następne trzy dni będą bardzo trudne. Bardzo ważne jest trzymanie nerwów na wodzy i uniknięcie błędów.

Stephane Peterhansel (miejsce na etapie: 8, klas. gen.: 4)
Dziś nie było zbyt łatwo. Jechałem dobrze i trzymałem równe tempo, ale dwukrotnie przebiliśmy opony i to kosztowalo nas nieco czasu.

Krzysztof Hołowczyc (miejsce na etapie: 12, klas. gen.: 10)
Fajny etap, bardzo techniczny, cieszyłem jadąc z zakrętu w zakręt. Zdajemy sobie sprawę, że ciężko nawiązać wyrównaną walkę z Mitsubishi, Volkswagenem czy BMW. Ale jesteśmy szybcy i staramy się dawać prawie wszystko z siebie delikatnie czasami odpuszczając. Dobrze jest, bo patrząc na tych zawodników, którzy mogliby nam zagrozić, widzimy, że oddalamy się od nich po kilka minut dziennie. Patrzymy co dzieje się w wielkiej bitwie między Sainzem i Al Attiyah. Dzisiaj wiele razy widziałem ślady opon kilkadziesiąt metrów wychodzące poza drogę. Widać, że walczą na całego.

Marc Coma (miejsce na etapie: 1, klas. gen.: 1)
To był miły etap z dobrym ściganiem od początku, a potem nieco trudniejszą nawigacją. Krajobraz się zmieniał, sprawiając, że trasa stawała się coraz bardziej techniczna i bardziej wymagająca pod względem fizycznym. Powoli już zaczynamy odczuwać efekty wysiłku, który wkładamy w jazdę. Dzisiejszy oes był krótszy, ale trudniejszy od wcześniejszych. Przypominał mi trochę Maroko, gdzie trasa jest fajna i szybka. Nie miałem żadnych problemów z oponami. Odkąd etapy są krótsze, używamy opon wypełnionych musem, które dobrze się sprawdzają. To co mnie zaskoczyło, to konieczność otwierania 4-5 bram na fermach bydła. W Patagonii istnieje tradycja zamykania za sobą takich bram, przez które się przejeżdża. Ja zostawiałem je otwarte, ponieważ za mną jechał mój kolega z teamu Viladoms.

Jacek Czachor (miejsce na etapie: 18, klas. gen.: 7)
Na Dakarze nigdy nie jest łatwo. Im dalej, tym bardziej nasila się zmęczenie. Dzisiaj na początku nie mogłem złapać rytmu. Wyprzedzali mnie zawodnicy, musiałem zwolnić, by nie jechać w kurzu. Potem złapałem dobre tempo, niestety pomyliłem trasę, ale drugi raz też bym tak pojechał. Miałem błąd w roadbooku. Potem, od tankowania było już dobrze. Wjechaliśmy w wyschniętą rzekę. Potem w góry, gdzie nie było dróg. Mogłem tak pojechać trochę lepiej. To było 40 km bardzo ciężkiej jazdy. Tam odczułem swoją lewą rękę. Mogło by być lepiej, ale cały czas jestem w grupie, która walczy o pierwszą dziesiątkę. Raz jest lepiej, raz gorzej. Skoncentruję się na tym, żeby jechać równym tempem.

Jakub Przygoński (miejsce na etapie: 19, klas. gen.: 17)
Pierwszą część odcinka jechałem podobnie jak inni. Po tankowaniu trasa zaczęła mi się podobać bardziej, bo była kręta. Dużo hamowania i dodawania gazu. Niestety, gdy jechaliśmy trasą wymytą przez wodę, z erozjami, trochę zabłądziłem i przez to straciłem dużo czasu. Ten błąd nawigacyjny kosztował mnie jakieś 22 kilometry, ale na szczęście udało mi się wrócić na dobrą trasę. Potem jechałem już bardzo szybko i końcówka była bardzo dobra.

Marek Dąbrowski (miejsce na etapie: 90, klas. gen.: 58)
Dla mnie jest to bardzo ciężki rajd. Ramię bardzo mnie boli. Na razie jadę. Ciężko jest podjąć jakąkolwiek inną decyzję. Trudno jest mi walczyć, na szczęście nie było dzisiaj dużo kamieni, więc można było spokojnie dojechać do mety.
Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież



Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej, czym są cookies i jak je usunąć, zobacz naszą POLITYKĘ PRYWATNOŚCI.

Akceptuję cookies na tej stronie

Polityka cookies