Off-roaderów komentarze po Dakarze (cz. 1) – Włodzimierz Grajek i Marcin Łukaszewski
niedziela, 26 stycznia 2014 08:42   
Dziś rozpoczynamy nowy cykl, w którym czołowi polscy off-roaderzy opowiadają o wydarzeniach i  komentują wyniki zakończonego przed tygodniem rajdu Dakar 2014. Na początek prezentujemy opinie byłego Mistrza Polski RMPST Włodzimierza Grajka oraz multimedalisty imprez przeprawowych i maratońskich w naszym kraju, Marcina Łukaszewskiego, który z końcem ubiegłego roku przesiadł się do rajdówki grupy T1.

Włodzimierz Grajek (Mistrz Polski RMPST 2006): Oto moje osobiste refleksje nad wynikami Polaków w Dakarze 2014. Skupiłem się na wynikach, gdyż trudno mi pisać o Dakarze, bo tam nie byłem, a to co wiem, to przekaz innych osób, a nie moje osobiste odczucia czy też spostrzeżenia.

Generalnie możemy być dumni z postawy i wyników naszych reprezentantów z Poland National Team.  Zagłębiając się w szczegóły i ocenę poszczególnych zawodników, czasami czuję jednak niedosyt.

Krzysztof Hołowczyc – super wynik, ale to nie jest  niespodzianka. Krzysztof to jeden z najlepszych kierowców rajdowych w cross-country na świecie, szybki, bardzo doświadczony i ambitny. Trochę niepokoiłem się, czy nowy pilot poprowadzi go perfekcyjnie, ale przecież to są profesjonaliści! Po cichu liczyłem i bardzo mu życzyłem, by wygrał ten rajd. Niestety być może zabrakło trochę szczęścia? Może następnym razem!

Marek Dąbrowski i Jacek Czachor -  przed sezonem 2013 zastanawiałem się,  ile czasu będę potrzebowali, by osiągać wyniki samochodem podobne do tych, jakie osiągali na motorach. Obserwując ich na Baja Poland w Szczecinie, widziałem, że nie musimy czekać - oni już byli gotowi, by rywalizować z najlepszymi. Wiadomość, że pojadą Dakar silniejszą Toyotą z 5-litrowym silnikiem, stawiała ich w gronie zawodników walczących o pierwszą piętnastkę (w mojej ocenie MINI daje jednak większe możliwości rywalizacji niż Toyota).  Jak widać, nie doceniałem ich. Super siódme miejsce!

Martin Kaczmarski – prognozowanie jego wyniku przed startem stanowiło dla mnie największy problem. Z jednej strony najlepszy samochód, z drugiej strony brak doświadczenia i większych wyników w dotychczasowych startach. Zastanawiałem się, czy w ogóle dojedzie do mety. Ale coś mówiło mi, że cały proces przygotowania do rajdu w gronie profesjonalistów z najwyższej światowej półki powinien przynieść efekt. Przed rajdem dwudzieste miejsce uznałbym za bardzo duży sukces. A cóż mam powiedzieć dzisiaj? Dziewiąte miejsce to olbrzymia niespodzianka!

Adam Małysz i Rafał Marton – oni nie muszą już udowadniać, że jeździć potrafią.  Doświadczenie i duża rozwaga, z jaką podchodzą do startu, nie budziła obaw o to, czy dojadą do mety. Niewiadomą było tylko to,  na którym miejscu. Jechali taką samą Toyotą co Dąbrowski/Czachor, a to powodowało, że w moich rozważaniach uważałem, że okolice dziesiątego miejsca są dla nich możliwe do osiągnięcia. Jeszcze dwa dni przed końcem rajdu było to w zasięgu ręki, stąd też – mimo iż trzynaste miejsce to i tak wielki sukces – czuję lekki, bardzo lekki niedosyt.

Piotr Beaupre i Jacek Lisicki – niejeden Dakar już ukończyli, mają spore doświadczenie w długodystansowych rajdach cross-country. Dobry, a nawet bardzo dobry samochód,   który z powodzeniem może rywalizować z czołówką. Z drugiej strony załoga, która na co dzień  nie zajmuje się sportem samochodowym zawodowo. To wszystko powodowało, że nie postrzegałem ich jako faworytów rajdu, ale też nie widziałem ich w roli tych, którzy tylko (i aż !) dojadą do mety. Pierwsza dwudziestka powinna być w ich zasięgu. Niestety, jak to w rajdach bardzo często bywa, awaria wyeliminowała ich z rywalizacji. Szkoda.

Grzegorz Czarnecki i Bartłomiej Boba - to załoga, które wzbudziła we mnie najwięcej emocji przed rajdem. Kierowca dla mnie nieznany, z mojej wiedzy praktycznie bez doświadczenia w rajdach i od razu… DAKAR?!  Załoga, która nie startowała i nie trenowała razem. Jak się dopasują w samochodzie, jak będą ze sobą współpracować pod presją czasu, napotkanych trudności i przy olbrzymim zmęczeniu, które w tak długim rajdzie zwala z nóg największych twardzieli? Jak kierowca pojedzie autem, którego nie zna? (mowa o Mitsubishi Pajero, którym Darek Żyła rok wcześniej ukończył Dakar). Przecież nie wie, na co go stać, ile można z niego wydusić, gdzie dołożyć,  a gdzie trzeba odpuścić, by go nie zakatować.  Jak  nie znając konstrukcji samochodu, poradzić sobie samemu podczas oesu nawet z drobnymi usterkami? (tylko bardzo doświadczeni kierowcy są wstanie poradzić sobie w takiej sytuacji).  Biorąc to wszystko pod uwagę za ogromny sukces tej załogi uznałbym osiągnięcie mety nawet na ostatnim miejscu!!!  Przykro mi i żal mi chłopaków, że skończyli tak szybko, za szybko, ale to przedsięwzięcie miało bardzo nikłe szanse powodzenia.

Kuba Przygoński - super miejsce, które nie jest zaskoczeniem!

Rafał Sonik - cóż tu pisać... Mistrz, któremu brakuje troszkę szczęścia, by stanąć na najwyższym stopniu podium.  

Grzegorz Baran, Paweł Grot, Robert Jachacy – pech, zazwyczaj meta nie była dla Grześka problemem.

Jarosław Kazberuk, Robin Szustkowski/Maciej Marton - olbrzymi niefart!!! Zgrana załoga z olbrzymim potencjałem, która mogła powalczyć o wynik. Kontuzja Robina tuż przed rajdem to jego olbrzymi osobisty dramat i osłabienie załogi. Wprawdzie Maciek, który go zastąpił, mimo młodego wieku jest bardzo dobrym pilotem posiadającym już spore doświadczenie, niestety w żaden sposób nie pomógłby w prowadzeniu ciężarówki. Usterka auta, która gnębiła załogę prawie od samego startu, nie pozwoliła jej kontynuować rywalizacji. Trudno mi sobie wyobrazić, co czuli po wielomiesięcznych przygotowaniach do Dakaru, gdy zmuszeni sytuacją podejmowali decyzję o wycofaniu z rajdu.

Gratuluję wszystkim, którzy ukończyli rajd!!! A miłośnikom rajdów cross-country życzę w 2014 roku  wielu sukcesów, satysfakcji i dużo radości z uprawiania tego sportu. 

Marcin Łukaszewski
(wraz z Magdą Duhanik zwyciężał m.in. rajdy Drezno-Wrocław, MT Rally, Magam Trophy; w ubiegłym sezonie zadebiutował nowym SAM-em Proto T1 w Baja Żagań): - Zaczniemy od przekazu telewizyjnego, ponieważ z punktu widzenia kibica rajdowego zaraz po wynikach sportowych jest to najważniejsze źródło informacji. Eurosport pomijając przesunięcia czasowe głównych relacji w tym roku, nie pokazał nic ciekawego. Ludzie Dakaru, Gwiazdy Dakaru, Pasje Dakaru, filmiki kręcone na dojazdówkach kamerą z ręki zdominowały rzetelny przekaz sportowy, którego niestety prawie nie było. To zmusiło nas po raz pierwszy do pominięcia relacji telewizyjnych i  skupieniu się na śledzeniu wyników w sieci.

Naszym faworytem, pomijając „czarnego  konia” zawodów Peterhansela, był Carlos Sainz. Koncepcja pojazdu buggy jest chyba przyszłością tego rajdu,  ale tylko pod warunkiem, że będzie bezawaryjna. Dominacja  zespołu X-Raid była jednogłośna, pomijając świetnych kierowców,  bezawaryjność MINI jest głównym atutem do wygrywania  tego rajdu.

Występ polskich zawodników uważamy za udany, można powiedzieć, że doszło do polskiej dominacji w klasyfikacji generalnej rajdu. Wysokie pozycje cieszą, ale przyglądając się wynikom, wydaje się, że wejście do grona  elitarnej trójki chyba jednak jest mało możliwe. Szkoda, bo gdzieś z tyłu głowy liczyliśmy na Krzysztofa Hołowczyca, ale taki jest sport...
Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież



Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej, czym są cookies i jak je usunąć, zobacz naszą POLITYKĘ PRYWATNOŚCI.

Akceptuję cookies na tej stronie

Polityka cookies