Komentarze po etapie V
Jonah Street (miejsce na etapie: 1, klas. gen.: 2)
Oczywiście dużo pracowałem, by to osiągnąć. Od dawna marzyłem o zwycięstwie etapowym na Dakarze. To coś naprawdę specjalnego. Dziś dobrze mi się nawigowało. Nie jechałem  najszybciej, ponieważ mój KTM jest dużo słabszy od motocykli fabrycznych. Ale nie gubiłem trasy i o to na Dakarze chodzi. Nie myślę w ogóle o klasyfikacji generalnej. Chcę jechać własnym tempem i dbać o motocykl tak, aby ukończyć rajd.

Marc Coma (miejsce na etapie: 9, klas. gen.: 1)
Dziś na trasie było sporo piaskowych wydm i skał, a także dużo kilometrów... Na 81. kilometrze miałem wywrotkę i odtąd jechałem dużo wolniej. Chciałem przede wszystkim dotrzeć do mety odcinka bez kolejnych kłopotów i udało się!

Cyril Despres (miejsce na etapie: 8, klas. gen.: 10)
To nie był mój najlepszy dzień. Na 380. kilometrze przebiłem oponę. Spotkałem grupę bardzo miłych Argentyńczyków, którzy pomogli mi przy narzędziach i zamiast stracić 20-22 minuty na wymianę, naprawa zajęło mi tylko 17 minut. To był znów ciężki dzień dla mnie, ale wróciłem do czołówki, czym jestem całkiem zdziwiony.  Kamień spadł mi z serca, ale dzisiejsze wydmy kosztowały mnie sporo sił.

Giniel De Villiers (miejsce na etapie: 1, klas. gen.: 2)
Bez wątpienia to był najtrudniejszy etap tego rajdu. Było sporo off-roadu i trudnej nawigacji. A z powodu dość znacznej wysokości ciągle musieliśmy kontrolować temperaturę silnika. Ale na szczęście nie mieliśmy kłopotów z przegrzewaniem, co było dla nas miłym zaskoczeniem. Wydaje mi się, że nasz samochód lepiej zachowuje się na tych wysokościach od Mitsubishi.

Stephane Peterhansel (miejsce na etapie: 5, klas. gen.: 4)
15 kilometrów przed metą zrobiłem fikołka przez przód auta, gdy ze sporą prędkością wjeżdżałem na wydmę. Na dole nie widzieliśmy jeszcze, że rośnie tam camel gras i to spowodowało właśnie rolkę. To było całkiem groźny wypadek. W efekcie do mety jechałem bez działających wentylatorów i z przegrzewającym się silnikiem. To była agonia. Obawiam się, że może to oznaczać dla nas koniec rajdu.

Luc Alphand (miejsce na etapie: 6, klas. gen.: 8)
Niesłychanie trudny OS. Mnóstwo uczestników miało dziś problemy. Był bardzo długi. Duża część trasy wiodła korytami rzek i wąwozami. Do pierwszego punktu kontrolnego było OK, ale później zaczął się koszmar. Niemal utknęliśmy. To przez kępy wielbłądziej trawy w piasku. Wydmy są zupełnie inne niż w Afryce, ich podnóża są bardzo kanciaste, więc trzeba mieć odpowiednią technikę najeżdżania na nie.

Joan „Nani” Roma (miejsce na etapie: 7, klas. gen.: 5)
Nie było łatwo, a końcówka była niesłychanie trudna. Najważniejsze jest to, że wciąż jesteśmy w rajdzie i wszystko jest w porządku.

Carlos Sainz (miejsce na etapie: 10, klas. gen.: 3)
Przez ponad 200 kilometrów jechałem bez wspomagania kierownicy. W tych warunkach to było bardzo trudne. A gdy zaczęły się wydmy, stało się jeszcze trudniejsze, aż w końcu rolowałem autem.

Krzysztof Hołowczyc (miejsce na etapie: 15, klas. gen.: 13)
Prawdziwy Dakar rozpoczął się dzisiaj. I to nie tylko dla nas. Z tego co się zorientowaliśmy, to wielu zawodników miało dziś spore kłopoty. To był zdecydowanie najtrudniejszy z dotychczasowych odcinków. Pierwsza część była bardzo kamienista, dużo jechaliśmy korytami wyschniętych rzek, więc staraliśmy się jechać bez zbędnego ryzyka osiągając 12.-13. międzyczasy. Kłopoty zaczęły się na jakieś 30-40 km przed metą, gdy wjechaliśmy na wydmy. Dziś według organizatora miały być one dość łatwe, więc wjeżdżając na nie zdecydowaliśmy się nie spuszczać powietrza, żeby nie tracić cennego czasu. Wydmy jednak okazały się bardzo trudne i zdradliwe. W pewnym momencie zakopaliśmy się, ale nie zbyt mocno. Uruchomiliśmy nasz system hydraulicznych podnośników i gdy samochód był już w górze wystrzelił wąż doprowadzający olej do podnośnika, który pozostał wyciągnięty. Sytuacja zrobiła się dramatyczna, bo nie mogliśmy opuścić samochodu na ziemię. Musiałem po kolei rozbierać cały system hydrauliczny, jednocześnie uważając, żeby nie stracić zbyt dużo płynu, którego obieg  jest wspólny ze wspomaganiem kierownicy. Wykręcałem zaworki z jednego miejsca, żeby je wkręcić w inne, tak żeby nie uciekał płyn. Cała ta operacja trwała grubo ponad godzinę i sam nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradziłem. Po raz kolejny zaprocentowało moje doświadczenie jako mechanika. Jean-Marc rzucił mi się na szyję, gdy samochód w końcu opadł na ziemię i mogliśmy ruszyć w stronę mety. No cóż, ponieśliśmy sporą stratę, ale rajd tak naprawdę dopiero się rozpoczął. Widzieliśmy palący się samochód Lavieilla, naszego rywala z poprzednich rajdów, spłonął doszczętnie. Pterehansel i Sainz dachowali, więc wszyscy pomału zaczynają mieć jakieś przygody i pocieszamy się, że nie jesteśmy jedynymi pechowcami. Spadliśmy co prawda o trzy miejsca, ale rajd jest jeszcze bardzo długi.

(fot. C. Barreira)

Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież



Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej, czym są cookies i jak je usunąć, zobacz naszą POLITYKĘ PRYWATNOŚCI.

Akceptuję cookies na tej stronie

Polityka cookies